Kto chciałby żyć wiecznie?

NieboOdwiecznym problemem życia jest śmierć. Pisana każdemu bez wyjątku, bez szans na uniknięcie. Mimo tego wszystkiego marzeniem każdego z nas jest jej ominięcie. Uzyskanie nieśmiertelności. Stanie się Bogiem. W literaturze aż roi się od przykładów ludzi obdarzonych darem życia wiecznego. Nie będę o nich mówił. Film także okazał kilka pozycji, znamiennych pozycji dotykających tematu przywileju życia wiecznego. Pomijając komediową „Ze śmiercią jej do twarzy”, dla mnie znamienna jest trylogia filmów „Nieśmiertelny*” z Christopherem Lambertem, a szczególnie jej pierwszy odcinek. Autor zdjęcia Jerzy Piotrowicz

Dawna Szkocja. Obraz miasteczka wręcz nierealistycznego w swym prymitywnym życiu. Bitwa. Connor Macleod, uznany za zmarłego budzi się, żyje. Wywołuje tym sprzeciw starszyzny, wyganiają go ze wsi. Gdzieś na uboczu wsi dom, w nim dwójka ludzi. Wyklęty przez społeczność mężczyzna, którego z dziwnych powodów nie ima się śmierć i piękna Header. Jego żona. Mijający czas sprawia, że otoczenie wokół nich zmienia się. Dom popada w powolną ruinę mimo wysiłków obojga, stada owiec wymierają. Jedna ze scen filmu pokazuje wciąż młodego męża trzymającego w ramionach swą umierającą, pomarszczoną starością żonę. Jego twarz rzeźbią kapiące powoli łzy, miłość nie pozwala pogodzić się mężczyźnie z upływem czasu. Nie jego czasu. Jej. Tej śmierci nie uda się zatrzymać.

Nie umiem określić się, czy chciałbym być nieśmiertelnym. Czy byłbym zdolny do życia poprzez wieki, widząc jak zmienia się świat, widząc, co dzieje się na przestrzeni wieków. Byłbym z automatu skazany na cierpienie i na życie w samotności – bo jak znieść poznanie pięknej dziewczyny, której twarz, o czym wiem dobrze, za chwile w mym tempie życia pokryją zmarszczki i w końcu dopadnie ją koniec. To okropna kara, w niczym nie wynagradzająca daru nieśmiertelności. Tylko wynaturzone ludzkie istnienia mogłyby cieszyć się z perspektywy wiecznego życia. Ubogiego, bo obdartego z uczuć. Pozbawionego celów, pragnień, wizji. Skoro nie umrę, zwisa mi wszystko. Mogę być Arabem z bombą na ciele, kasując za jej odpalenie pieniądze. Mogę być królikiem doświadczalnym w instytucie leków. Mogę być Bogiem. I czekać na dzień, ba, modlić się o dzień, gdy w końcu będę mógł umrzeć. Tak, jak o nieśmiertelność modlą się ci, którym do drzwi śmierć puka zaledwie po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu zaledwie latach życia…

* Tytuł oryginału: „Highlander”, autor  artykułu Jerzy Wilman

 

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Jerzy Piotrowicz

W sumie nie ma się czym chwalić. Jestem. Po prostu jestem, podobnie jak inni pasjonaci Fundacji Ludzie Jesieni.

Komentarze są wyłączone.