Cztery pory roku: jesień

Mezczyzna przy oknie 1Ponoć słynne Cztery pory roku Vivaldiego to muzyczny opis życia człowieka. Najpiękniejsza z nich i najczęściej słuchana – Wiosna – lekkością muzycznej partytury i namacalnie wręcz słyszalnymi dźwiękami ptaków i owadów wprowadza słuchacza w podniosły nastrój. Daje poczucie czegoś, co porównać można do pierwszych kwietniowych temperatur, rozkwitającej zieleni, świeżego, wreszcie ciepłego powietrza i coraz dłuższego dnia. W całym tym kwartecie dzieł trudno nie znaleźć alegorii do człowieczego losu. Trudno nie widzieć odwołań kompozytora do linii czasu, biegnącej człowiekowi od dnia urodzin po kraniec nieznanej przyszłości.

Czy lubimy jesień? Jako porę roku, we wczesnej jej fazie na pewno. Złocące się liście, coraz bardziej rześki wiatr ubarwiają krajobraz i nadają mu pastelowych kolorów. Przychodzi jednak czas, gdy przyroda powoli zamiera. Ostanie drzewa, ostatnie krzewy gubią okrycie i prześwitują nagością szarych gałęzi. Wiatr już nie jest rześki, jest chłodny, wręcz zimny. Padający deszcz wywołuje naszą niechęć, potem zniecierpliwienie. I coraz mniej słońca. Coraz krótszy dzień. Znienawidzony listopad, zasnuty mgłą cmentarz z ciałami najbliższych, śliskie dróżki. Taka jest jesień, i piękna, i groźna.

Czy lubimy jesień życia? W końcu to, co opisałem powyżej jest przenośnią do ludzkiej egzystencji. Kiedy z zaniepokojeniem, a później już ze strachem zauważamy, że włosy siwieją, że marszczy się skóra, pierwsze czy drugie piętro staje się barierą nie do przebycia. I śliska cmentarna ścieżka, tak dobrze znana zaczyna być poligonem z szeregiem pułapek. Na rozpościeranej co rano dłoni pojawiają się pierwsze pigułki. Niektóre z nich będziemy brać już do końca życia. Coraz częściej mówimy o sobie w kategoriach: jestem już stary, stara, jak byłem w twoim wieku, wspomnisz moje słowa, gdy mnie tu nie będzie.

Jak myślisz droga, jesienna osobo? Skąd to wynika? Bo przecież nie z tego, że jest to naturalny porządek rzeczy? Nie stąd, że układ naszych genów i zapisane w nim kody dyskryminują naszą historię i przyszłość od początku do końca? Nie. Nie z tego. Chyba zaczynasz się bać. Ogarnia cię strach. Odchodzą ludzie z twojej półki. Nie ma już Kazia, Marii. Wczoraj płakałeś po wiecznym – tak ci się zdawało – sąsiedzie. Twoje sprawy, którymi dzieliłeś się z rodziną, nie są teraz najważniejsze. Wnuki już nie dają się wziąć na kolana. Dorastają, rozpoczynają swoją drogę do starości. Zaczyna cię przerażać technika. Komputer staje się nocnym koszmarem, komórka musi mieć jak najmniej funkcji i duże przyciski. Karta płatnicza działa, owszem, ale tylko w sklepie, ale i tak zapominasz PIN-u. O bankomacie myślisz ze strachem. A jak się pomyli? Konto elektroniczne? Niż nie zastąpi żywej „pani z okienka”. Mija twój czas, widzisz to i cichniesz. Coraz mocniej cichniesz, skazując się dobrowolnie na alienację, wykluczenie. Nie tylko ze społeczeństwa, ale także z własnej rodziny.

Jesień to poważna choroba. Ale jest na nią lekarstwo. Jakie? Ty sam. Ty sama. Otwarcie się na nowe życie. Podniesienie czoła i przyłbicy. Zastąpienie smutku uśmiechem na twarzy. Zapomnienie o chorobach i nie myślenie o nich jak o karze, a jak o czymś, z czym będę żyć. Sam możesz nie dać rady. Bo samemu zawsze jest ciężko. Rozejrzyj się wokół. Jest wiele fundacji, stowarzyszeń, domów które powstały, by ci pomóc. I nieprawdą jest, że one nic nie dają. Dają. Tobie siebie. Tobie – swoje doświadczenie i pomoc. Tobie – sprawiają, że zaczniesz widzieć jesień nie jako ostatnią swoją porę. Raczej jako przystanek w drodze do spokojnej starości. Godnej i… ciekawej.

Tagi , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Jerzy Piotrowicz

W sumie nie ma się czym chwalić. Jestem. Po prostu jestem, podobnie jak inni pasjonaci Fundacji Ludzie Jesieni.

Komentarze są wyłączone.