Pomóżmy pani Jadwidze

Światło impresjaJadzia* od samego początku była żywym srebrem. Kiedy w styczniu 1960 roku po raz pierwszy głośnym płaczem obwieściła wrocławianom swoje narodziny, wywołała tym uśmiechy szczęścia na ustach rodziców . Pan Marian i pani Cecylia wychowywali córkę, troszcząc się o swoje dziecko najlepiej, jak potrafili. Czasy były ciężkie, komuna, pustki w sklepach, wszystko trzeba było wystać. Jadwiga była dziewczynką trudną do upilnowania, upięte w warkoczyki włosy troszkę upodabniały ją do Pipi Pończoszanki. Dorastała w miłości, choć w domu nie przelewało się, to jednak nikt nie mógł powiedzieć że czegoś brakuje. W dorosłe życie wkraczała jako uczennica Technikum Elektronicznego przy ul. Piłsudskiego. Dziewczyna i elektronika? (Dane do pomocy pani Jadwidze na końcu artykułu)

Robert, syn: Objawów choroby nie było. Mama funkcjonowała w bardzo dużym tempie, ogarniając wszystkie sprawy związane z pracą czy domem. Dopiero teraz, jak jej zabrakło, widzę ile miała tak naprawdę na głowie. Ojciec  w lipcu 2015-go znalazł pracę przy montażu bram stalowych za granicą, ja odbywałem praktykę studencką, pracując jako inżynier budowy na budowie pod Polkowicami. Nie wyobraża pan sobie, panie Jurku, jak to jest być nowym na budowie. Ludzie przychodzą i myślą że wiesz wszystko, niektórzy to sobie nawet jaja robią i testują twą wiedzę, licząc  że młody chlapnie jakąś głupotę i będzie z czego się śmiać. Nie dawałem się. Wróciłem do domu na kilka dni. 4 września 2015 roku, koło godziny 9.00 jak się przebudziłem, znalazłem mamę leżącą na ziemi w kuchni.

Pan Wojtek jest wulkanizatorem. Wydawać by się mogło – niezła fucha. Aut przybywa, opony psują się, dziurawią, trzeba łatać koła czy dętkowe, czy te dętek nie posiadające. Wymieniać, wyważać, uszczelniać. Ale tylko z pozoru fajnie to wygląda. Jeszcze latem jakoś idzie. Ciepło. Więcej ludzi jeździ. Robota sezonowa, kasa nie spływa tak samo co miesiąc. A po dwóch latach nagle rośnie ZUS. I nie ma zmiłuj się. Kiedy więc w roku 2015 mężczyzna otrzymał propozycję wyjazdu zagranicznego jako monter stalowych bram, pojechał. Z żoną wtedy jeszcze wszystko było dobrze. Krótkie pożegnanie, żartobliwe, typowo kobiece –  „Tylko tam mi nie zostań na stałe”, i ciepła odpowiedź męża – „Bez ciebie? Nigdy Jadziu!”

Wie pan, doradzałabym jednak Sopot – uśmiechnięta twarz pani Jadwigi, Jadzi jak ją w pracy nazywali, dla klientów była najlepszą rekomendacją. A klienci Biura Podróży to specyficzna kasta. Najczęściej przychodzą już źle nastawieni, szukają dziury w całym i choć chcą kupić wycieczkę czy wczasy, to marudzą i wydziwiają. Pani Jadzia zawsze umiała sobie radzić z ludźmi. Czasami wystarczał jej tylko uśmiech i kilka ciepłych słów, czasami musiała użyć argumentów, które dzisiaj nazwalibyśmy asertywnymi. Zrobić zatroskaną minę. Wysłuchać fascynującej opowieści o teściowej czy zięciu, wrednym kocie lub psie, który zeżarł dwa dni temu pilota od nowego telewizora. Cieszyła się z pracy, z życia.

Robert: – Krótko po zakończeniu wakacji, 4 września 2015 roku, kiedy zaspany wyszedłem ze swojego pokoju znalazłem mamę leżącą na podłodze w kuchni. Szok. Mamo! Mamo!!! Działałem jak automat – telefon, pogotowie. Żyła, czułem puls. Straszne uczucie, kiedy najbliższa ci istota, mama, leży bez czucia a ty czekasz. Musisz czekać. Szpital na Koszarowej. Diagnoza i decyzja – tu nic nie zrobimy, przewozimy pacjentkę  na Weigla. Do szpitala wojskowego. Karetka mnie nie zabrała. Jeździłem więc za moją chorą mamą tramwajami. W wojskowym wreszcie jakaś konkretna informacja. Będzie operacja. Jeden do dwóch dni. Szukałem pomocy. Dzwoniłem po wszystkich znajomych. Wreszcie jest – mój polonista z ogólniaka może mi pomóc. Ale nie w tym szpitalu. I znów, tego samego feralnego dnia dwugodzinna, trzecia już podróż mamy. Do Wałbrzycha.

Błękitne fale oceanu atlantyckiego omywały bajkowe wybrzeże  jednej z Wysp Zielonego Przylądka. Pani Jadwiga nie mogła uwierzyć, że ziszcza się jej marzenie i że może na pięknej, piaszczystej plaży Sao Vicente, która rozciąga się między Baia das Gatas i Calhau leżeć na materacu i rozkoszować się  wolnym czasem w ciepłych falach. Bo przecież zasłużyła na tę wycieczkę. Ocean Atlantycki jednak nie był zbyt gościnny. Kiedy pani Jadzia chciała popływać troszkę dalej, nagle skończył się grunt pod nogami. Silny prąd mimo jej wysiłków zaczął spychać pływaczkę coraz dalej i dalej. Na szczęście szybko zauważono jej kłopoty. Skończyło się na strachu… Po zmianie pracy zajęła się obsługą klientów OFE. Prowadziła szkolenia, sukces gonił sukces. Rok po roku jako najlepszy menadżer wygrywała podróże. Bajkowe Wyspy właśnie, a potem też wyspa, też bajkowa, Kuba

Przynieście mi komputer i modem. Przecież muszę popłacić rachunki i zobaczyć co się dzieje w firmie – pani Jadwiga znów uśmiechała się do syna i męża. Od embolizacji (zasklepienie pękniętego tętniaka) minęły raptem 3 dni. Kobieta, prócz zabandażowanej głowy, wyglądała dobrze i tak też się czuła. Wszystko wskazywało na to, że te straszne chwile są już za nimi. Że teraz z dnia na dzień będzie tylko lepiej. Przetransportowano ją z Wałbrzycha z powrotem na Weigla.

Robert: Strach, ten paraliżujący strach jest w moim sercu od tego feralnego dnia. Od września 2015 roku. Miałem w planach 3-tygodniowy wyjazd do USA. Czekałem na niego, wie pan przecież jaka to atrakcja. Choroba mamy z początku pokrzyżowała moje plany. Powiedziałem – nie lecę. Ale kiedy z dnia na dzień było coraz lepiej, kiedy mama, patrząc mi w oczy powiedziała – leć dziecko, przecież mi już się tu więcej nic stać nie może, poleciałem. Byłem pewien, że wszystko potoczy się dobrze. Byliśmy pewni.

Kardiomonitor wydawał z siebie przerywane dźwięki. Alarm! Do Sali 213 wbiegła pielęgniarka. Zawsze uśmiechnięta pacjentka spod okna krzywiła się z bólu. Jej otworzone szeroko oczy wydawały się krzyczeć, ale usta milczały. Zbiegali się lekarze, ktoś odłączał aparaturę, ktoś zawiadamiał blok operacyjny. Pacjentka zemdlała. Suchy udar mózgu. Reakcja organizmu na upływ krwi, zwężenie tętnic, niedotlenienie… Trzytygodniowa śpiączka. Wybudzenie. Paraliż lewostronny. Zaburzone umiejętności poznawcze.

Robert: Tata nie powiedział mi, że z mamą źle. Byłem w Stanach sądząc, że wraca do zdrowia. Że jak wrócę, to będziemy się sobą cieszyć i opowiadać jak było. Kiedy trzymałem ją za rękę ryczałem jak dzieciak. Ja, dorosły mężczyzna. Nie wstydziłem się łez, choć wiem, że chłopaki nie płaczą. Płaczą panie Jurku, płaczą. Musieliśmy z ojcem podjąć trudne decyzje. Z pieniędzmi ciężko. Zdecydowaliśmy, że skończę studia i będę się opiekował mamą. Tata wrócił do Niemiec. Musimy sobie dać radę. Nie ukrywam, że liczymy na pomoc od Czytelników. Na pomoc od Fundacji Ludzie Jesieni. Do czasu kiedy mama przebywała w ośrodku rehabilitacyjnym NFZ, problemów nie było. Ale los jest pokrętny. Teraz jedyną opcją ratowania mojej mamy jest pobyt komercyjny. 6 do 7 tysięcy miesięcznie. Tatę w jego pracy oszukali. Stracił wiele pieniędzy.

Pani Jadwiga wraca powoli do zdrowia. Odzyskała już świadomość, choć z trudem, to jednak rozmawia. Ma świadomość miejsca, czasu i tego, na co zachorowała. Jest jeszcze kobietą w pełni sił, młodą. Ma szansę na całkowite wyzdrowienie. Niestety, państwo polskie uznało, że jego rola w ratowaniu chorej skończyła się. Pozostawieni sami sobie – i pan Robert i pan Wojtek nie poddają się. Walczą z bankami, które chroniąc tajemnice bankowe, bez notariusza nie dawali dostępu do konta pani Jadwigi. Pacjentka wymaga ciągłej opieki. Pampersy, gąbki, kosmetyki, pielęgnowanie odleżyn, rehabilitanci, specjalne łóżko. Ubranie pani Jadwigi i jej posadzenie na wózku urasta do rangi problemu. Jest ciężko. Ale wiara, że wszystko będzie dobrze, pcha mężczyzn opiekujących się najbliższą im osobą w jednym kierunku. By znów mogła pójść z nimi na spacer. By znów mogła uśmiechać się do ludzi. By podawała dłoń klientom i zapraszała ich ponownie. I – to marzenie Roberta – żeby kiedyś jeszcze raz przeszła długie kilometry po plaży. Sama, bez pomocy. Po zwykłej, bałtyckiej plaży.

*Publikacja danych i foto za zgodą zainteresowanych – zmienione 20 listopada 2016 roku

 

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

O Urszula

Jestem, podobnie jak inni, pasjonatką w pomaganiu innym ludziom.

Komentarze są wyłączone.