O walce. O miłości. O Piotrusiu i jego rodzicach

Piotr Kazula 4Twarz chłopczyka niczym nie różni się od buzi innych trzylatków. Dziecko radzi sobie doskonale, biega po podwórku i psoci jak każdy w jego wieku. Jest ruchliwy i mama, pani Barbara czasami już pragnie trochę spokoju. – Wie pan – mówi do mnie uśmiechając się – Piotruś jest ogromnie żywy, na pierwszy rzut oka nikt nie zorientuje się, że właściwie już nie słyszy. A przecież ma dopiero nieco ponad 3 lata. Zaczyna życie i tyle jeszcze jest przed nim. Czasami myślę o sprawiedliwości, o losie i o jego zrządzeniach. Ale tylko czasami.

Dla pani Barbary 26 lipca 2012 roku jest jedną z najszczęśliwszych dat. Kiedy w szpitalu imienia A. Falkiewicza we Wrocławiu pielęgniarka powiedziała – Ma pani syna – była szczęśliwa. Że to będzie Piotruś wiedziała już wcześniej. Takie imię wybrała i zaplanowała. Ale nie dlatego, że jest też w powieściach Piotruś Pan. Nie. Uśmiecha się i mówi: – Może zdradzę to panu później. Kłopoty pojawiły się już w trakcie pierwszych badań. Diagnoza lekarska nie była zbyt precyzyjna, ale wiadomo było, że chłopczyk nie dosłyszy. Kiedy zdmuchiwaliśmy wspólnie pierwszą świeczkę z jego urodzinowego tortu, miał już niedosłuch 110 dB. – Wie pan, ile decybeli wytwarzają szeleszczące liście? Najwyżej 20. Mierzone z odległości 1 metra. Wtedy dla Piotrusia było to już poza zasięgiem. Ale usłyszałby jeszcze dyskotekę czy startujący samolot. To około 120 dB. Wydaje się, że 20 dB a 120 dB to mała różnica. Ale to przecież nie jest skala liniowa – wyjaśnia pani Barbara. – Dwukrotne zwiększenie mocy dźwięku oznacza jej wzrost o około 3 dB, czterokrotny wzrost to 6 dB, dziesięciokrotny to równe 10dB, a stukrotny to 20dB. Strasznie dużo.Piotr Kazula 1

Kobieta pochyla się nad zeszytem. – Pełna rehabilitacja w Stowarzyszeniu Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Wadą Słuchu „ORaToR” wynosi nas prawie 900 zł miesięcznie. W jej ramach dziecko ma terapię indywidualną, trening słuchowy, logorytmikę i integrację sensoryczną. Do tego wizyty domowe logopedy – kolejne 160 zł/m-c. I dodatkowe przypadłości. Atopowe zapalenie skóry i alergię na mniszka lekarskiego i bylicę. To wszystko sprawia, że nie daję rady. Jest ciężko, bardzo ciężko, tym bardziej że mamy również drugie dziecko. Też chłopczyka. Koszty o których mówię to nie jedyne wydatki. Na przykład turnus rehabilitacyjny, dwa tygodnie z rodzicem to koszt rzędu 5000 złotych. Bardzo dużo nam pomógł, chcemy pojechać jeszcze raz. Chcemy – wzdycha…

Czy pierwszy implant ślimakowy coś zmienił? – pani Barbara zastanawia się. – Tak, na pewno tak. Niech pan sobie wyobrazi operację wszczepienia tego urządzenia rocznemu dziecku. Bo tyle miał wtedy Piotruś. Na jakiś czas było lepiej, ale potem okazało się, że trzeba wszczepić drugi. Na drugie uszko. Dzisiaj jest już źle. Bez tych urządzeń mój synek nie słyszy nic. A to oznacza, że są kłopoty z mówieniem, właściwie nie mówi wcale. Świat dźwięków dla chłopca już nie istnieje. Implanty i dalsze leczenie jest dla niego jedyną szansą na normalny rozwój. Jak mam mu wytłumaczyć, by założył czapkę, by nie zdejmował rękawic, by nie brał do ust brudnych rączek? W oczach pani Barbary pojawiają się łzy. Łzy matki, zatroskanej losem swego dziecka.Piotr Kazula 4

Dzień w dzień dzielna mama zajmuje się dzieckiem. To ćwiczenia, rehabilitacja. Żmudna, coraz trudniejsza. A Piotruś jest przecież takim żywym, normalnym dzieckiem. Uwielbia autobusy, pociągi, samoloty. Może bawić się nimi w nieskończoność. Tyle że… tyle że jeśli nic się nie zmieni, to nie będzie mógł zostać zawodowym kierowcą czy pilotem. Życie powoli zabiera mu szanse na spełnienie ewentualnych pragnień. Trudno mówić, by trzyletni maluszek myślał o dorosłości, o tym co będzie mógł – i jak będzie mógł robić. Na to jeszcze za wcześnie. Tata chłopczyka, pan Krystian pracuje od świtu do nocy. To na jego barkach teraz spoczywa ogromny trud utrzymania rodziny. Jeszcze nigdy nie było tak ciężko.

Kolejny dzień listopada 2015 roku zaczyna się tak samo. Jest zimno. Siąpi deszcz ze śniegiem. Trójka osób – pani Barbara, Piotruś i jego braciszek Mateusz w chłodzie czekają na przystanku. Autobus spóźnia się już parę minut, mimo ciepłych ubranek policzki dzieci czerwienieją. Wreszcie jest. Wraz z dwójką innych pasażerów rodzina państwa Kazulów wsiada do wnętrza pojazdu. Witają się ze znajomym kierowcą, pojazd rusza w kolejną podróż ku zdrowiu chłopca. Zamyślona kobieta przygląda się sunącemu za oknem krajobrazowi. Paradoksalnie lubi jeździć – na kilkanaście minut ma czas tylko dla siebie, bo chłopcy obserwują co się dzieje w aucie. Jutro taki sam dzień, potem weekend i niedziela z tatą i mężem. – Będzie lepiej. Będzie? Musi być Piotrusiu, musi. Mama w geście czułości odgarnia dziecku z czoła kosmyk włosków.Piotr Kazula 5

Na konto Piotrusia Kazuli zbierane są plastikowe nakrętki od butelek. W okolicy jego wsi – Tyńca Małego – powstają nowe miejsca, gdzie każdy chętny może wrzucić zbędny mu surowiec, który później zostanie oddany do punktu skupu. Do tego działa konto jednego procenta „podpięte” pod ORaToR-a – KRS 0000160724 z dopiskiem Piotr Kazula. Każda złotówka może pomóc w leczeniu i dalszej rehabilitacji chłopca. Każda. Jeśli chcesz pomóc bezpośrednio – napisz do nas. Powiemy Ci jak to zrobić.

Tagi , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

O Urszula

Jestem, podobnie jak inni, pasjonatką w pomaganiu innym ludziom.

Komentarze są wyłączone.